„Tu Byliśmy” Tadeusza Rolke

Ideą projektu fotograficznego „Tu byliśmy” jest próba symbolicznej rekonstrukcji
tajemniczego, fascynującego swą duchowością i filozofią świata chasydów. Twórca
projektu podjął w tych fotografiach interesującą próbę oddania klimatu i nastroju, który
mógł być udziałem tej społeczności. To rodzaj ocalenia, choćby w takiej nieoczywistej i
symbolicznej postaci.

Zakończyłem fotografowanie do projektu „Tu Byliśmy”. Projekt otrzymuje formę albumu, ale obiekty rozproszone w niezliczonych sztetlach w tej jednej chwili nie przestają istnieć. I dopóki  stan zdrowia mi pozwoli, nie będę obojętnie przechodził obok niemych świadków tamtego społeczeństwa, a widok przeze mnie zauważony znajdzie miejsce w archiwum. W ten sposób zaistnienie fotografii zapewni odchodzącemu przetrwanie.

Tadeusz Rolke
Ten zbiór fotografii wykonywanych w czasie kilkunastoletnich, wspólnych podróży jest dowodem na to, że coś co jest nieobecne na pierwszy rzut oka, może trwać długo, nawet jeśli miałoby przybrać tylko materialną postać fragmentu rzeczywistości. To rodzaj ocalenia, choćby w takiej nieoczywistej i symbolicznej postaci.
Marek Grygiel
Ten projekt imponuje i uwodzi determinacją oraz uporem i niespełnieniem twórcy.
Każda fotografia Rolkego w tym wieloletnim projekcie to opowieść o zamordowanych Żydach. Na dodatek zamordowanych dwukrotnie. Raz w komorach gazowych, albo w wątłych laskach nad własnoręcznie wykopanym grobem, na ulicach miast i miasteczek, wszędzie.
Zaś po raz drugi – w ludzkiej pamięci. Ta woli nie pamiętać, bo pamięć jej przeszkadza.
Ale Tadeuszowi nie pozwala na milczenie, i chwała mu za to.
Paweł Smoleński

Tu byliśmy – próba ocalenia przeszłości.

Kiedy pod koniec lat 90. Tadeusz Rolke pokazał mi pierwsze zdjęcia dotyczące tematyki żydowskiej nie przypuszczaliśmy wtedy, że będą one zaczynem wieloletniego, realizowanego właściwie nieprzerwanie do dzisiaj cyklu fotograficznego, który w kilka lat później na początku 2003 roku zostanie po raz pierwszy zaprezentowany na wystawie w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Od tego pierwszego pokazu ten projekt doczeka się potem jeszcze kilkunastu wystaw w Polsce jak i na Ukrainie, Litwie, Słowacji czy w Niemczech i we Francji.

Jedne z pierwszych zdjęć powstały w mitycznym miasteczku Bełz pod wpływem jakże ważnej lektury „Opowieści chasydów” Martina Bubera, w wyniku czego odbyliśmy później szereg kolejnych podróży na dawne Kresy Rzeczpospolitej, a także ościenne kraje czy do wielu małych miejscowości, dawnych sztetl na terenie głównie wschodniej i centralnej Polski. W miarę upływu czasu, niedawno, dla podkreślenia bardziej uniwersalnego przypomnienia szerzej pojętej żydowskiej przeszłości zostały włączone do tego cyklu zdjęcia miejsc związanych z kulturą i historią Żydów również z innych miejscowości np. Wrocławia czy Bardejowa, Bytcy i Preszowa na Słowacji, Kowna, Kłajpedy na Litwie, łotewskiej Lipawy czy Nagykallo i Tokaju na Węgrzech.

Podstawą projektu fotograficznego Tu byliśmy jest próba symbolicznej rekonstrukcji tajemniczego, fascynującego swą duchowością i filozofią świata chasydów. Jak wiadomo terenem ich działalności były ziemie przedrozbiorowej Rzeczpospolitej ale ich obecność rozciągała się znacznie szerzej.

Twórcą tego ruchu religijno-społecznego był rabbi Izrael ben Eliezer (Baal Szem Tow ok.1700 1760) który sformułował fundamentalne zasady teologiczne chasydyzmu. Rozwijany później przez innych uczonych w piśmie, m.in. magida Dow Bera z Międzyrzecza na Wołyniu, od 1772 roku chasydyzm stał się ruchem o znaczeniu społecznym i ideologicznym, który odznaczał się przede wszystkim akceptacją świata i własnej historii jako najwłaściwszego przejawu religijności stawianego ponad wszelkie rozważania teologiczne i modlitwy. Chasydów cechowała ogromna radość życia i akceptacja otaczającego świata. Ruch ten rozwinął się na przełomie XVIII i XIX wieku, ogarnął swym zasięgiem głównie ziemie Królestwa Polskiego, Galicji, Podola, Wołynia, Zakarpacia i środkowo-zachodniej Ukrainy. Jako trwały element społeczno-obyczajowy dotrwał do II wojny światowej, kiedy to w wyniku Holocaustu został praktycznie unicestwiony. Przetrwał w rozproszeniu, głównie w Izraelu i w USA.

 

Wyznawcy i kontynuatorzy chasydyzmu mają do dzisiaj swoje święte, obrosłe tradycją miejsca związane z kultem cadyków, odbywają religijne pielgrzymki do takich uświęconych dla nich miejscowości jak Leżajsk, Bobowa pod Tarnowem, Lelów, Góra Kalwaria czy Bełz, Międzybóż, Humań, Bracław, Husiatyń na Ukrainie.

Wszystkie te fotografie zawarte w cyklu Tu byliśmy to zdjęcia współczesne, wykonane w miejscach z którymi chasydzi utożsamiają swoją historię, w których żyli i mieszkali ale również mogli przebywać i oddziaływać, nawet pośrednio na lokalne społeczności żydowskie.
Na zdjęciach utrwalone są fragmenty małych miasteczek, z dala od głównych szlaków, leżące nieco na uboczu dzisiejszej cywilizacji, bardzo charakterystyczne dla obrazu, jaki utrwalił się w zbiorowej wyobraźni dotyczącej świata chasydów. Tadeusz Rolke podjął w tych fotografiach interesującą próbę oddania klimatu i nastroju, który mógł być udziałem tej społeczności. Stąd dbałość o to, by fotografowane obiekty: domy, zaułki, podwórka, fragmenty tzw. małej architektury czy nawet elementy krajobrazu by zawierały w sobie coś więcej niż tylko wyimaginowaną warstwę materialnej rzeczywistości.
Dopiero w trakcie oglądania tych zdjęć zostaje uruchomiona nasza wyobraźnia, uruchomione są zapisane gdzieś z lektur Izaaka B. Singera, Juliana Stryjkowskiego czy innych pisarzy sceny i skojarzenia bez trudu przybliżające nas do tego tajemniczego i bogatego ale właściwie nieistniejącego już w rzeczywistości świata.
Małe ośrodki, typowe żydowskie „sztetł”, takie jak Kock, Międzyrzec Podlaski, Rymanów, Przysucha, Góra Kalwaria, czy Berszad i Szarogród na Ukrainie, fragmenty peryferyjnej zabudowy większych skupisk (np. Lublin, Lwów), miejsca fizycznie niejako związane z obecnością chasydów to podstawowe odniesienia do minionej historii . Tadeusz Rolke kontynuuje w specyficzny sposób dokumentalny zapis tego, co na swoich zdjęciach zdołał jeszcze tuż przed wybuchem II wojny światowej zapisać inny fotograf kronikarz żydowskiego losu, Roman Vishniak. Z tym, że na tych współczesnych fotografiach nie ma już żywych ludzi, jest tylko bardzo delikatna próba zapisania pewnego klimatu, którego symbolicznego istnienia nikt wcześniej nie przeczuwał, a który wraz z nieubłaganie upływającym czasem będzie blakł i znikał.
Ten zbiór fotografii wykonywanych w czasie kilkunastoletnich, wspólnych podróży jest dla nas również dowodem na to, że coś co jest nieobecne na pierwszy rzut oka, może trwać długo, nawet jeśli miałoby przybrać tylko materialną postać fragmentu rzeczywistości. To rodzaj ocalenia, choćby w takiej nieoczywistej i symbolicznej postaci.